sobota, 3 grudnia 2011

Kilka pierwszych uwag o Kindle 4

Kupiłem (zanim Kryzys nie zdegradował moich "dochodów" całkowicie) Kindla czwartej generacji. Urządzenie w najprostszym z dotychczasowych designie: bez klawiatury, bez 3G, bez ekranu dotykowego. Wyposażone w Wi-Fi wyłącznie.
Już sam zakup i oczekiwanie na przesyłkę jest pewną przyjemnością: codziennie rano zaglądałem, gdzie już jest. Przyszła w zaplanowanym terminie *przed* weekendem dając trochę czasu na zabawę i zapoznanie.
Sprzedaż wyłącznie zdalna też ma swoje zalety: nie trzeba wymyślać pudełka tak żeby ładnie prezentowało się na półce. Ma być funkcjonalne. I jest. Do oporu.
Na unboxing to już za późno - każdy kto chciał zobaczyć - zobaczył. Sam Kindle sprawia doskonałe wrażenie. Jest lżejszy od mojego Oyo (o 70 gramów) i wyraźnie cieńszy. Ekran... Ekran jest nieco jaśniejszy od tego w Oyo. Ale różnica nie jest jakaś bardzo istotna.
Urządzenie jest bardzo żwawe. Wyraźnie żwawsze od Oyo (zwłaszcza w trybie oszczędzania energii gdy potrafi zachowywać się fatalnie).
Interfejs użytkownika prosty i przemyślany (choć zupełnie inny niż w Oyo). Natomiast nie mogę się powstrzymać przed dotykaniem ekranu, żeby wybrać pozycję z listy. Wpisywanie tekstów jest podobnie niesympatyczne jak w Oyo. Tam z powodu niewielkich klawiszy, łatwo było trafić obok. Tu z powodu konieczności ciągłego "tupania" w pogoni za literką.
Zupełnie osobna kwestia to dostępność książek: pozycji po polsku w księgarni Amazona ledwie kilka.
I jest jedna rzecz, która bardzo bardzo mi się podoba: obrazki wyświetlane gdy urządzenie zasypia. Wszystkie (które do tej pory widziałem) powiązane z pismem, drukiem czy typografią.


posted from Bloggeroid

0 komentarze:

Prześlij komentarz