piątek, 19 sierpnia 2011

Książe Ciemności na mini gigancie

Właściwie można się było tego spodziewać (nawet "na wszelki wypadek" zaopatrzyłem się w latarkę): koty nam uciekły.

Najpierw urwał się Biały. Nie uciekł daleko tylko zadekował się pod sąsiednim domkiem kempingowym. Ale nie chciał wracać, a na mnie reagował dosyć alergicznie.

Chcieliśmy uźyć Rudej jako przynęty: pomysł nie całkiewm był zły: kota udało się wywabić. Ale, przy okacji, Ruda wydostała się z transporterka. No i kochane rodzeństwo bez zahamowań poszło "w długą". Było już dosyć późno.

Noc była ciężka, ale zostawiliśmy drzwi otwarte. Pierwszy pojawił się Biały, ale mój widok nie wpłynął na nigo najlepiej: czym prędzej oddalił się łapiąc pod latarnią muchy czy komary i sprawdzając czy go nie gonię. Nie goniłem.

Nad ranem pojawiła się z miaukiem Ruda. Zamkneliśmy drzwi -- połowa obsady była na miejscu.

Dzień upłynął w dusznej atmosferze z dwu (co najmniej) powodów: przewalał się nad nami front i nie było Księcia Ciemności. To że byliśmy niewyspani liczyło się mniej. Czekaliśmy wieczora.

Kolejny raz Ruda została użyta jako przynęta. Tym razem wykorzystaliśmy drugi, chyba lepszy, transporterek. I nawet nie trzeba było czekać długo. Choć musiałem się usunąć, żeby zechciał wejść do domku.

Miska, kuweta i na razie przygoda zakończona. Kot trochę przybrudzony i poobijany.




posted from Bloggeroid

1 komentarze:

  1. Dobrze, że wróciły. Nic straszniejszego niż ucieczka kotów w obcym miejscu. Nasz wrócił po godzinie ale ile nerwów nas to kosztowało...
    Życzymy z Leonem spokojnego dalszego pobytu bez takich emocji,
    Miłego wypoczynku :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze